Knig i Lema bohaterami
11-04-06
Dzisiaj po lekcjach uratowaliśmy ptaszka. Było to tak   przybiegła do nas Atena krzycząc coś o  
jakimś ptaszku uwięzionym na drzewie. Poszliśmy zobaczyć o co chodzi. Na drzewie tuż przed  
szkołą wisiała mewa ze skrzydłem wplątanym w jakąś linkę. Knigu postanowił wejść na drzewo i po  
dłuższych próbach udało mu się jednak ptaka nie dosięgał. Chciał odwiązać od gałęzi tego drzewa tę  
linkę, ale ona też była za daleko :P, więc urwał wielką gałąź i próbował przerwać linkę. Biedny ptak się  
szamotał, bo jedno skrzydło miał wplątane, a drugim ciągle wymachiwał próbując się utrzymać w  
poziomie, a nie zwisać co go bardzo męczyło. W końcu Knigowi udało się przerwać jeden koniec linki  
jednak to nic nie dało. Wtedy Kuba Lemka wszedł na drugie drzewo i przeciął drugi koniec sznurka, ale  
to też nic nie dało :P bo ptak wisiał na gałęzi chyba na jeszcze innym sznurku. Cała ulica zebrała się  
oglądać co się dzieje. Wtedy Lemka mocno walnął w gałąź i ptak spadł razem z gałęzią i sznurkiem  
wysokości 2m wydając przy tym pisk. Mewa zaczęła uciekać po ulicy, ale ponieważ nie mogła  
polecieć wzbijała się kilka centymetrów nad ziemię i spadała. Pan (jakiś rodzic), który nam pomagał  
złapał mewę i razem z jakąś panią zaczęli wyjmować gałązki i sznurek ze skrzydła mewy. Była śliczna. 
 To nie była dorosła mewa   raczej jeszcze mała, ale piękna, słodka i grzeczna J. Potem Knig wziął  
mewę w swe ręce i poszliśmy do weterynarza, ( który akurat jest po sąsiedzku z naszą szkołą). Pani  
zbadała go i powiedziała, że miał dużo szczęścia, bo skrzydła ma całe tylko jest tylko zmęczony i  
przestraszony. Dziewczyny w tym czasie poszły do sklepu po karton, w którym po chwili nieśliśmy  
już mewę do szkoły. Tam opowiedzieliśmy wszystko panu dyrektorowi, który razem z panią  
Kożuszek pozwolił nam przetrzymać go w sali 118. Nasypaliśmy mu do kartonu nasionek. Potem p.  
dyrektor poszedł po jakieś naczynie, do którego będzie się dało wlać wodę, a pani Kożuszek razem z  
p. Konradem poszli do pokoju nauczycielskiego. Zostaliśmy sami i oczywiście knig musiał coś wrzucić 
 do kartonu, a pacha go otworzył żeby to wyjąć a ptak uciekł. No i zaczęło się bieganie po Sali i łapanie 
 go trochę to trwało, ale całe szczęście wszystko skończyło się dobrze i wylądował jeszcze raz  
bezpiecznie w kartonie już razem z wodą.   
Co najśmieszniejsze to p. Konrad powiedział wychodząc z sali żebyśmy nie wypuścili mewy na  
co  my odpowiedzieliśmy, że nie jesteśmy głupi :P.   
12-04-06
Następnego ranka zestresowani weszliśmy do klasy. Poczuliśmy ulgę gdy usłyszeliśmy jak mewa szamocze się w kartonie. 
Delikatnie podnieśliśmy karton i grupką (razem z p.dyrektorem) wyszliśmy na dwór na trawkę. Tam Kasia Ś. wyjęła 
mewę z kartonu, złapała ją w ręce i puściła. Mewa wzbiła się w powietrze i poleciała. To było coś pięknego, jak w filmie 
jak ktoś wypuszcza gołębia pokoju :P. No i zdrowa mewa poleciała do swojej rodziny :D, a my uratowaliśmy ją od śmierci :).
 Naprawdę jestem z nas dumna :). 
Kliknij"Dalej", by przeczytać o dniu wagarowicza :)














W tle: Monika Brodka "Chill Out"